czwartek, 12 stycznia 2012

Kobieta kobiecie ;)

Zostałam zaproszona do zabawy przez cudowną Sabbath autorkę pachnącego bloga Sabbath of Senses [klik] Sabbath dziękuję :*

Zasady:
1.  Wybierz idealne, Twoim zdaniem, kobiety w 3 kategoriach:

- perfekcyjna w swoim zawodzie

- ideał urody

- perfekcyjny styl, elegancja

Jeśli chcesz, dodaj zdjęcia i uzasadnij swój wybór.

2. Umieść na swoim blogu obrazek z tagiem Perfect Women.

3. Podaj informację kto Cię otagował.

4. Przekaż zabawę kilku innym bloggerkom.


Pozwolę sobie na nie zastosowanie się do zasad ;) Wymienię tylko dwie kobiety pomijając kategorie.

http://muzyka.gery.pl
http://www.toriamos.com
Tori Amos naprawdę nazywa się Myra Ellen Amos. Urodziła się w 1963 roku, w Newton w Północnej Karolinie, dorastała jednak w Baltimore. W jej żyłach ze strony ojca płynie krew szkocka i irlandzka, a ze strony matki indiańska. Wtedy jeszcze Ellen, mając zaledwie 2,5 roku zaczęła grać na fortepianie ze słuchu, a już rok później tworzyła własne kompozycje. Jako 5-latka miała przesłuchanie do The Peabody Conservatory i została najmłodszą osobą, jaką kiedykolwiek tam przyjęto. Podczas studiów, za sprawą starszego brata i kolegów ze szkoły, była pod silnym wpływem rock and rolla. Słuchała The Rolling Stones, Jimiego Hendrixa, a przede wszystkim Led Zeppelin. Wyrzucono ją wtedy ze szkoły za niedostosowywanie się do programu, ponieważ grała i komponowała własną muzykę. Niebawem Ellen rozpoczęła swoje pierwsze publiczne występy - startowała w przeglądzie młodych talentów, zaczęła śpiewać w lokalnych klubach. W wieku 17 lat, wspólnie z bratem nagrała pierwszy singiel zatytułowany "Baltimore". Ta piosenka oraz nocne występy w klubach sprawiły, że zostałą okrzyknięta "Miejscową Królową". Potem wokalistka śpiewała w klubach Waszyngtonu, gdzie została dostrzeżona przez prestiżowy "The Washington Post". W 1983 roku Ellen zmieniła imię na Tori, a rok później wyjechała do Los Angeles. Dużo wtedy koncertowała w klubach Hollywood. Tam też rozegrały się traumatyczne wydarzenia (została porwana, sterroryzowana i zgwałcona), które silnie wpłynęły na jej muzykę. W 1987 roku wokalistka założyła własny zespół - Y Kant Tori Read, w którym grali Matt Sorum (Guns n' Roses, The Cult), Eric Williamson i Steve Caton. W maju 1988 roku ukazała się ich debiutancka płyta, która okazała się całkowitą klęską, a magazyn Billboard określił Tori mianem - "śpiewającej lali". Ale ta porażka nie oznaczała wcale końca jej kariery, wręcz przeciwnie stała się punktem zwrotnym, od którego rozpoczęło się jej zwycięstwo. W roku 1991 Tori wyjechała do Londynu, gdzie wkrótce przygotowała i nagrała album "Little Earthquakes". Płyta ukazała się 13 stycznia 1993 roku i zadebiutowała na 15 miejscu brytyjskiej listy przebojów. Później wszystko toczyło się już błyskawicznie. Jeszcze w styczniu rozpoczęło się światowe tournee wokalistki. W 1993 roku Tori przeniosła się do Nowego Meksyku, gdzie rozpoczęła pracę nad nowym albumem - "Under The Pink". Ukazał się on w 1994, a dwa lata później powstała płyta "Boys For Pele", która w Anglii debiutowała na 1. miejscu, zaś w USA na 2. W 1997 roku Tori przygotowała piosenki do filmu "Wielkie nadzieje". Natomiast rok później pojawił się album "From The Choirgirl Hotel", poświęcony dziecku, które piosenkarka straciła. Na tej płycie Tori połączyła po raz pierwszy fortepian z dźwiękami wygenerowanymi przez komputer. Jej kolejne płyty to "To Venus And Back" (1999) i "Strange Little Girls" (2001).   W październiku 2002 ukazała się płyta "Scarlet's Walk". Została nagrana w Kornwalii, w Wielkiej Brytanii. Album jest swoistą podróżą po Ameryce, z wieloma głęboko osobistymi, jak i politycznymi wątkami. To podróż utrzymana w klasycznym stylu, której narratorem jest tytułowa dziewczyna o imieniu Scarlet. Na pierwszym singlu promującym album ukazało się nagranie "A Sorta Fairytale". W listopadzie 2003 roku ukazała się pierwsza kompilacja nagrań Tori Amos ułożona przez nią specjalnie dla fanów. "Tales of a Librarian", ta - jak to określiła wokalistka - muzyczna autobiografia, została wyprodukowana przez nią samą i zawierała 20 utworów dokumentujących jej karierę. W lutym 2005 roku ukazał się kolejny studyjny album Tori - "The Beekeeper". "The Beekeeper" ukazał się także w wersji limitowanej z płytą DVD oraz niecodzienną niespodzianką, w postaci kompletu nasion dzikich kwiatów. W 25-minutowym wywiadzie fani mogą poznać historię stojącą za każdym utworem na płycie. Na DVD znalazła się również premierowa kompozycja "Garlands", która towarzyszyła materiałom tekstowym i fotograficznym z wydanej na początku lutego 2005 roku książki autorstwa Tori Amos, "Piece by Piece". Wiosną 2007 roku ukazała się dziewiąta studyjna płyta Tori, zatytułowana "American Doll Posse". Album powstawał w studiach Martian Engineering w Kornwalii.  [źródło RMF FM biografia Tori Amos

Tori Amos jej muzyka zachwyca mnie od bardzo wielu lat. Pełna emocji, energetyczna muzyka wciąga jak narkotyk. Każda płyta Tori jest niepowtarzalna. Tori jest niesamowitą kobietą o pięknym głosie. To ona pomogła mi w trudnych chwilach podnieść się i iść dalej z dumą przez życie.


http://www.tvp.pl
http://kobieta.dziennik.pl
Bardzo cenię Maję Ostaszewską. Świetna aktorka o magnetycznej urodzie i cudownym głosie. Wegetarianka i buddystka jest dla mnie wzorem choć na buddyzm raczej się nie przerzucę, ale dążę do wegetarianizmu co malutkimi kroczkami mi się udaje. Urzeka mnie w niej wewnętrzny spokój i to coś co sprawia, że Maja Ostaszewska jest wyjątkowa.

"...Musi bowiem upłynąć wiele miesięcy, bywa, że lat, zanim polubimy własne odbicie w lustrze. Co w tym obrazku powinno przykuć naszą uwagę? Nie imitacja, nie kolejny naszyjnik, ale to co nasze i niepowtarzalne. Oryginalne. Wywalczone własnym zdaniem, drobnymi kroczkami pod prąd, odkrywaniem tego, co uwiera i zdobywaniem tego, co kiedyś wydawało się poza zasięgiem. A że tak naprawdę prawdziwa to jestem ja? Oto prawdziwe zwycięstwo. Teraz już  z przyjemnością można otworzyć przepastną szufladę i bez lęku założyć ulubiony naszyjnik na różne okazje. Bez lęku, bo najpierw widać będzie nas a dopiero potem to co mamy na sobie. I wszystko będzie na swoim miejscu." Małgorzata Domagalik 

Ode małe przesłanie - bądźmy dla siebie dobre.  Każda z nas jest wyjątkowa :))


Do zabawy zapraszam Lemi autorkę bloga Redhead-blabber, Angie autorkę bloga Angie testuje i







wtorek, 10 stycznia 2012

MISSALA Qessence

Dzisiaj spróbuję Wam przybliżyć zapach stworzony dla perfumerii Quality Missala. Zainspirowana postem na blogu perfumerii "Przed Świętami w Quality!" wybrałam trzy zapachy, które by mi towarzyszyły podczas świąt, jednak jeden zdominował całe święta. Czas powspominać święta pachnącym postem. Próbkę perfum w eleganckim atomizerze otrzymałam za udział w konkursie, o którym pisałam tu [klik]. A oto mój konkursowy wpis  :) przypominam, że nikt z nas nie znał zapachu o którym pisaliśmy :)) warto przeczytać wpisy innych uczestników konkursu, są naprawdę ciekawe [klik]

Nuty zapachowe przenoszą mnie w egzotyczną podróż, która podzielona jest na trzy etapy: ranek, popołudnie i wieczór ;)  Poranek budzi złotem szafranowego wschodu słońca, bukietem rumianku i aksamitek przetykane zapachem korzenno-cytrusowym. Wybudzona przechadzam się aleją róż, przysiadam pod krzakiem jaśminu gdzieś w oddali wyczuwa się zapach tataraku i irysowych kwiatów przesiąkniętych żywicznym balsamem. Tak owładniętą zapachem zastaje mnie wieczór, który oczarowuje nowymi doznaniami. Kadzidlane skrzydło muska mą dłoń, mroczne pocałunki mchu z paczulą, łączy się z zmysłową intensywnością oud-u spowijając zaskakującym zapachem wetiwer z sandałowcem. Otula sennym ciepłem wanilii i kaszmeranu a czystek i cypriol nuci zmysłową kołysankę. Sen to czy jawa?!

 
W 20. rocznicę powstania, Perfumeria Quality Missala stworzyła swój pierwszy zapach – Qessence. Jest to rezultat wieloletniego obcowania Stanisławy Missali z niezwykle pięknym i jakże bogatym światem perfum. Założycielka perfumerii zawsze wierzyła w dobroczynny wpływ zapachów na ludzkie życie. Qessence jest esencją jej myśli, poszukiwań i wartości, które wyznawała, tworząc markę Quality.

Kompozycja powstawała we francuskim mieście Grasse, światowej stolicy perfumiarstwa, we współpracy z Jean-Claudem Astierem, który tworzył zapachy dla takich marek, jak: Jacomo, Shiseido, Menard, M.Micallef. Qessence ma orientalno-drzewny charakter. Stanisława Missala zawarła w nim najbardziej cenione przez nią nuty: paczulę, oud, kadzidło, szafran, kolendrę, irys, różę, jaśmin, drzewo sandałowe, wetiwer, wanilię i wiele innych. Jej marzeniem jest, aby Quessence był źródłem dobrych emocji i entuzjazmu, który sama przez lata czerpała z otaczających ją zapachów.

„Przez lata obserwowałam, jak zapachy zmieniają ludzi i ich podejście do życia, jak kształtują wizerunek i pomagają odnieść sukces w pracy oraz życiu osobistym. Przekonałam się, że perfumy nie są jedynie prostym zbiorem nut zapachowych, ale kryje się za nimi coś więcej. Moim zamierzeniem było stworzenie zapachu bogatego i głębokiego, który pomoże ludziom odważyć się realizować ich marzenia i osiągnąć to, czego najbardziej potrzebują".

Skład:
Nuty głowy: szafran, kolendra, cynamon, rumianek, aksamitka, pomarańcza, cytron (cedrat)
Nuty serca: róża damasceńska (absolut), żywica elemi, ylang ylang, jaśmin, tatarak, irys
Nuty bazy: kadzidło (olibanum), paczula, mech dębowy, piżmo, oud (żywica agarowa), wetiwer, drzewo sandałowe, cedr wirgiński, benzoes, wanilia, kaszmeran, czystek (labdanum), cypriol (indyjski papirus)


Przyznaję, że w moim opisie niewiele się  pomyliłam. Muszę powiedzieć, że nie kierowałam się opisem z konkursu, napisałam swe odczucia po teście a dopiero potem przeczytałam opis z konkursu kiedy nie znałam zapachu i jak widać zapach pociągnął mnie prawie w tym samym kierunku. Przeczytajcie sami i porównajcie. 

Pierwszy moment jest mocno ziołowo-cytrusowy, który dość długo z nami przebywa i wabi nas mieszanką bukietu rumianku, aksamitki i kolendry przetykanej cynamonem z szafranem suto zakropionym cytrusami. Jak dla mnie początek troszkę ciężki do przetrawienia choć jak ułoży się na skórze to już nie jest tak źle. Dalej jest już piękniej :)) róża romansuje z ylang ylang, jaśminem i irysem gdzieś w  głębi dołącza żywiczny uwodziciel. Zapach ociepla się, otula pudrowym ciepłem  i słodyczą zmysłowego oud-u z sandałowcem i labdanum, wanilia, paczula i piżmo  w połączeniu  z  cedrem i cypriolem sennie mruczą nam tajemniczą kołysankę o krainie gdzie sen przeplata się z jawą.

zdjęcie pochodzi z http://www.fanpop.com

Muszę przyznać, że Pani Stanisława wraz
z Jean-Claudem Astierem stworzyła naprawdę ciekawy zapach. Znajdziemy tu bogactwo nut zapachowych, które zabiorą nas w  olfaktoryczną podróż.

Nawiązując do słów Pani Stanisławy

"Świat należy do ludzi, którzy mają odwagę marzyć i ryzykować, aby spełniać swoje marzenia. I starają się robić to jak najlepiej." 

A czym pachniały Wasze święta?



 ** wszystkie informacje o perfumach pochodzą ze strony perfumeria Quality Missala




sobota, 7 stycznia 2012

Essie moja kolekcja

Przybliżę Wam  moje co prawda niegroźne, ale jednak uzależnienie od lakierów Essie. Za każdym razem powtarzam sobie, że to już ostatnie a potem kolejne buteleczki lądują w koszyku. Mam w swojej kolekcji parę OPI, Orly i Color Club jednak żaden nie zachwycił mnie tak jak Essie.  Wszystkie pochodzą zza wielkiej wody i w tym miejscu dziękuję Kamili i Kasi za pomoc w zakupach.


Moja przygoda z lakierami Essie rozpoczęła się dosyć niewinnie bo od jednego lakieru, z którym miałam od samego początku problem a mianowicie nie potrafiłam nim pomalować paznokci, a że jestem uparta, więc spróbowałam drugi raz i trzeci... w końcu się udało. I tak od tej jednej buteleczki zaczęła się miłość do tej firmy. 

Za co lubię Essie? min. in.  za:
bardzo duży wybór pięknych kolorów,
fajna konsystencja i pędzelek,
trwałość,
szybko wysycha,
można nie nakładać top coat-a a mimo to  nałożony lakier pięknie błyszczy,
mimo, że miałam na początku z tym problem jednak mogę powiedzieć, że dobrze się nakłada.
Chyba to wszystko co mi w tej chwili przychodzi do głowy :))

Przyzwyczaiłam się i zawsze nakładam bazę pod lakier jak na razie nie mam ulubionej wciąż testuję. I mimo, że lakiery Essie szybko wysychają to stosuję utwardzacz Seche Vite - śmierdziel niesamowity, ale skuteczny. Do testów zakupiłam top coat Essie good to go.

Na razie udało mi się zrobić takie zdjęcia, ale myślę jak Wam pokazać kolory lakierów, które posiadam. Może coś wymyślę ;)


Midnight Cami, Coat Azure, DemureVixen, Merino Cool, Trombone,  Big Bag Theodory i Swept Off My Feet.

ostatnie zdobycze to Over The Knee, Jag-U-Are, Fondola Gondola, California Coral oraz wspomniany top coat do testów Good to go i wygładzający lakier podkładowy Fill the Gap.
Na sam koniec przyznam się, że zamówiłam kolejne 4 lakiery, ale tym razem zdradziłam firmę Essie. Od dawna miałam ochotę na lakiery holograficzne i w związku z tym zamówiłam 2 lakiery Orly z kolekcji Mineral FX i 2 lakiery  Color Club z kolekcji Alter Ego i Femme Fatale. I to są już ostatnie lakiery, które zamówiłam no chyba, że jakiś lakier z Essie znowu mnie zachwyci to już  za siebie nie odpowiadam ;)
A Wy macie swoje ulubione lakierowe firmy?




środa, 4 stycznia 2012

Odkrycie, zachwyt, miłość 2011

Nie będę tym razem pisała o kosmetykach naturalnych bo tych używam od wielu lat. Fakt, że ciągle odkrywam i testuję nowe firmy. Mam nawet swoich faworytów, którymi jestem zachwycona.  Jednak dzisiaj nie będę o tym pisała.

Rok 2011 to odkrycie perfum niszowych dzięki Dominice autorce bloga Pachnące blogowanie, która obdarowała mnie próbkami perfum niszowych.  Dominika jest nie tylko miłośniczką perfum niszowych ;) potrafi pięknie uchwycić w obiektywie aparatu każdą ulotną chwilę.


Poznawanie niszy to niesamowite przeżycie. To drżenie serca, szaleństwo zmysłów  co jest  trudne do opisania... trzeba to samemu przeżyć. Zupełnie zmienia się spojrzenie na świat zapachów. Wśród próbek były m.in. perfumy  MONTALE Black Aoud, który zawładnął mym sercem. To było moje pierwsze spotkanie z oud-em i nie ostatnie ponieważ bardzo polubiłam ten składnik w perfumach.  

Wzięłam udział w trzech konkursach ogłoszonych na blogu perfumerii Quality Missala. W dwóch wygrałam próbki perfum niszowych o czym pisałam tu  [klik] [klik]. Dzięki czemu miałam okazję poznać kolejne pachnące cudeńka.



Dzięki Sabbath autorce bloga Sabbath of senses odważyłam się i napisałam jak  do tej pory 4 recenzje perfum niszowych. Pisanie recenzji perfum różnie mi wychodzi, ale mimo to zapewniam Was, że  nie zaprzestanę ich pisania. Muszę też przyznać, że Sabbath jest moją muzą w poszukiwaniu nowych doznań zapachowych. Powiem Wam jeszcze, że Sabbath pisze o perfumach jak nikt inny, czytanie jej recenzji to balsam dla duszy. 

Miejscem gdzie możemy nabyć próbki i pełnowymiarowe buteleczki perfum są klimatyczna perfumeria Quality Missala i Lulua

Ja na razie testuję próbki.  Na testy czekają oprócz tych, które wygrałam zamówione przeze mnie próbki NASOMATTO Black Afgano, Narcotic Venus, ETRO Vicolo Fiori, HISTOIRES DE PARFUMS Vert Pivoine, ISABEY Fleur Nocturne. Jak widać na razie sięgnęłam po kwiatki, ale jestem gotowa na poznanie innych nie znanych mi dotąd nut zapachowych. Dołączyłam również do wspólnego zamówienia na wizażu dzięki, któremu będę posiadaczką kolejnych próbek perfum niszowych. 
Aha dzięki Asi mam odlewkę  Ginestet Botrytis, który przypomina mi....ale to już inna historia ;) Asiu dziękuję :*

To był pachnący rok.  Dziękuję wszystkim dzięki, którym poznałam nowy świat perfum. 


Życzę Wam i sobie aby ten rok był pełen cudownych zapachów i przeżyć. Cieszmy się każdą chwilą, radośnie odkrywajmy świat i bądźmy dla siebie życzliwi.




sobota, 31 grudnia 2011

Życzenia noworoczne

Miałam w planach napisanie 2 postów niestety nic z tego nie wyszło. Przepraszam, że ostatnio nic ciekawego nie dzieje się na blogu, ale mój system pracy i czasami inne sprawy sprawiają, że nie mam kiedy poświęcić troszkę czasu na pisanie.

Przywędrował do mnie kolejny tag od Kamilanny autorki bloga Kamilanna to ja tym razem nie odpowiem na to wyróżnienie ponieważ nie robię noworocznych postanowień. Z noworocznymi postanowieniami jest tak, że najpierw je robimy a potem zarastają zapomniane kurzem, więc nie dręczę się postanowieniami tylko jeżeli mam pomysł lub mam ochotę na jakieś zmiany to po prostu wcielam to w życie. Proste prawda? Po co sobie komplikować życie ;)


Dzisiaj wyjątkowa noc, więc życzę Wam szampańskiej zabawy!!! A w Nowym Roku 2012 życzę Wam miłości, życzliwości, radości, spełnienia marzeń. Aby Nowy Rok był pełen miłych niespodzianek i przyniósł Wam coś szczególnego oraz dobrych uczynków dla siebie i innych :))

Pozdrawiam Was serdecznie :))